Tuvia Bielski "partisans"
Debunking WWII mythology with facts
Testimony of Koniuchy's massacre survivor
Stanisława Woronis interviewed on 17 Mars 2001
Photography of Stanisława Woronis by Waldemar Dowejko.
Nazywam się Stanisława Woronis (ur.1919 r.) z domu Bandalewiczówna. Mam już ponad 80 lat. Urodziłam się w Koniuchach i najprawdopodobniej tu zakończę swoje życie. Namawiano nas, by repatriować się do Polski, ale jak mogliśmy zostawić swoją ziemię. Nieraz tak idę sobie przez wieś, a ludzie mnie pytają o receptę na czerstwy wygląd, dobre zdrowie, żywą pamięć. Ja odpowiadam: "Siła w cierpieniu".
My name is Stanisława Woronis (born 1919) my madden name is Bandalewicz. I am over 80 years old. I was born in Koniuchy and most probably I will die here too. We were told to immigrate to Poland but we could not abandon our land. Sometime, I walk through the village, people ask me how I have such good health and sound mind. I reply: “The force is in suffering”.
W tych okolicach moi pradziadowie Bandalewiczowie siedzieli od wieków... Ta nasza ziemia, (nasza, czyli tych wszystkich, dla których jest maleńką ojczyzną-miejscem przyjścia na świat) rzeczywiście jest zroszona krwią. To, co dane było mi przeżyć, nigdy nie da się wykreślić z pamięci. Jestem najstarszą mieszkanką Koniuch. Urodziłam się za czasów polskich. Przeżyłam wojnę światową i okupację sowiecką . Teraz jestem obywatelką Litwy, uważającą się za Polkę, jak i wszyscy mieszkańcy naszej wsi. W czasach radzieckich oglądaliśmy filmy, czytaliśmy książki i gazety, i ciągle słyszeliśmy o tym, jak Niemcy okrutnie zachowywali się względem żołnierzy na wojnie, jak znęcali się nad ludnością cywilną.
In this area my forefathers, Bandalewicz, lived for centuries… Our land is really drenched with blood. This, what I had to live through, never will be possible to wipe out of the memory. I am the oldest person of Koniuch. I was born when this land was Polish. I survived World War and soviet occupation. Now, I am citizen of Lithuania, but consider myself Polish, the same as other members of our village. During soviet era, we had seen films, we read books and newspapers, and always were hearing how Germans were bad during the war and how roughly they treated civilian population.
My, prawowici mieszkańcy tej ziemi, gospodarze ojczystych zagród w Koniuchach przeżyliśmy masakrę naszych bliskich, sąsiadów i znajomych bynajmniej nie z ręki niemieckiej. Wieś, poza kilkoma domami, została bestialsko spalona. Ludność bezlitośnie wymordowana. Po niektórych rodzinach nie zostało nawet śladu. Partyzantka sowiecka, która miała prowadzić walkę przeciwko okupantowi przy poparciu ludności cywilnej (której nieraz pomagało się ubraniem i żywnością), partyzantka armii "wyzwolicielki" okazała się naszym największym i najstraszniejszym wrogiem, bo nie znającym litości nawet nad dziećmi, kobietami i starcami. Z Pircziupiai, litewskiej wsi, znajdującej się obok lasów Rudnickich , uczyniono narzędzie propagandy. Wożono wycieczki . Mówiono o spalonych domach i zabitych mieszkańcach . Uczono "historii". Temat Koniuch był zawsze tematem zakazanym. Bezradny strach i ciążąca niepewność... Cierpieliśmy w milczeniu... Pamiętaliśmy w milczeniu...
We, the lawful inhabitants of this land, owners of familial farms in Koniuch, we survived the massacre of our family members, neighbours and friends but not by German hands. The village, with the exception of few persons, was bestially burn down. Its population murdered without mercy. Some families destroyed integrally. Soviet partisans were to fight against occupants with the support of civil population, which we helped often with closes and food, the partisans of “liberating” army became our biggest and worst enemy without mercy for children, women and elders. With Pircziupiai, a Lithuanian village near Rudnicki Forest, they made a tool of propaganda. Organizing visiting excursions. Talking about burn down houses, killed inhabitants; they were teaching “the history”. The subject of Koniuch was always a forbidden subject. Helpless fear, heavy uncertainty… We suffered in silence… We remembered in silence…
Zostałam boleśnie doświadczona przez los. Najpierw rozdzierające krzyki bitych i zabijanych ludzi... Ryk bydła daremnie szukającego ucieczki z zamkniętych płonących obór... Łuna pożaru nad naszą wsią.... Płomień, który zniszczył naszą zagrodę i cały dobytek... Moje bose trzyletnie dziecko wyciągnięte z łóżka na siarczysty mróz... Świst kul sowieckich poza naszymi plecami podczas ucieczki...
I was painfully affected by the destiny. First loud cries of tortured and murdered peoples… Cries of farm animals wanting to escape burning farm yards… Red light over the burning village… My shoeless three years old child dragged out of the bed into extreme cold of winter night… Sound of partisans’ bullets during our escape…
A potem, już po wojnie ''dla wyjaśnienia wypadków" sowieci zabrali męża. Był więziony na Łukiszkach, a po upływie pół roku wywieziony w głąb Rosji. Wrócił " za dobre sprawowanie się " (wykazał się jako solidny szewc), lecz z zakazem na całe życie opuszczania wsi na rzecz miasta... Przeżyliśmy przedwczesną śmierć córki jedynaczki- zaziębione nerki w czasie styczniowej ucieczki 1944 roku. Czuwanie nad dwoma osieroconymi wnukami w wieku 8 i 9 lat: szkoła, choroby, wojsko...
Then after the war, soviets took my husband “to explain what happened”. He was incarcerated in Lukiszka, then after a half of the year sent to labor camp in deep Russia. Much later he came back liberated “for good behaviour” but with a life order to never leave the village. We survived the premature death of our only daughter - kidney inflammation acquired during escape in January 1944. Care of two orphaned grand-children of 8 and 9 years old, school, diseases, army…
...Pamiętam, że to był 29 stycznia. Nad ranem ok. godz. 7-ej (ciemno zwykle było, więc nie mogła zrozumieć skąd biło światło) mąż obudził mnie strasznym szarpnięciem za ramię i krzykiem, że opuszczamy dom i to natychmiast. Nasz dom znajdował się w środku wsi. Pierwsze gospodarstwa już płonęły ...
I remember, it was January 29th. In the morning, around 7AM, it was normally dark, so I was unable to understand from where was coming the light, my husband wake me up shaking strongly my shoulder and yelling that we have to leave the house immediately. Our house was in the center of the village. Outside farms were burning already…
Po drugiej stronie drogi, przecinającej naszą wieś jest las - niemy świadek okropnych wypadków. Partyzanci sowieccy często zaglądali do nas przedtem. Zwykle zjawiali się ze stanowczym rozkazem lub rewolwerem w ręku, byśmy dali kury, świniaka lub inną żywność. Potem dokonywali wręcz grabieżczych napadów, niczym bandyci. Nasi mężczyźni zbuntowali się. Nie mieliśmy czym karmić własne dzieci. U niektórych bieda aż piszczała. Kiedy zorganizowano samoobronę, rozprawiono się z nami w sposób bestialski, stosując mord i ogień. Mogłabym zrozumieć męskie porachunki, ale mordowania niewinnych ludzi, nigdy!.. To było gorsze niż wojna. Na wojnie ucieka się przed kulą. Tych, kogo w Koniuchach kula nie trafiła, lub tylko raniła, dobito żywcem.
On the other side of the road passing through our village there is forest – soundless witness of this tragedy. Soviet partisans often visited us before. Generally they appeared with the gun in the hand ordering us to give chicken, pig or other food. Later they came to take from us by force, like bandits. Our men rebelled. We did not have anything to feed our children. Some families were very poor. When we rebelled, they (partisans) finished us off by bestial murder and fire.
Schroniliśmy się (z mężem i córeczką) kilka kilometrów od naszej wsi, u państwa Stackiewiczów. Choć byliśmy tylko zwykłymi włościanami ,znaleźliśmy zrozumienie i przytułek. Pani była przerażona, że ja zamiast sukienki miałam nocną koszulę, a dziecko, na które zarzuciliśmy ciepłą chustę (był przecież styczeń i mróz daj Boże) miało nóżki... bose. Córeczkę natarto spirytusem, owinięto w ciepły koc, napojono herbatą. Przeżyła, ale konsekwencje ponieśliśmy wszyscy... Strach i świst kul poza plecami ,będę pamiętać do końca dni. Tak, jak płonącą wieś, daremnie błagającą o litość.
We have found a hiding place, few kilometres from our village, at the home of Stackiewicz family. Even that we were small farmers, we found there understanding and help. Lady was very upset, that I was in night dress, while the child, whom we covered with shale, had bare feet. Our daughter was rubbed with alcohol, wrapped in wool blanket, fed with hot tea. She survived, but the consequences affected us all… Fear and sound of bullets, I will remember to the end of my life. As well as the burning village, uselessly begging for mercy.
Wróciliśmy do Koniuch nie od razu. Partyzanci sowieccy czuwali i nie daj Boże, jak kogoś znaleźli. Tego krwawego dnia zginęła też bliska rodzina mego męża. Dwudziestoletnia Ania Woronis słynęła na całą okolicę ze swej urody... Tak bardzo szkoda mi chłopaczka Antka Bobina. Młody, piękny, pracowity. Nie mieszkał tu, służył u gospodarzy gdzie indziej. Ale akurat odwiedził wieś rodzinną. Ojciec jego był w szpitalu w Bieniakoniach. A Antek tak niewinnie zginął...Podobnie było z rodziną Pilżysów, która przyjechała z Wilna, gdyż nabyła tu dom... Nie utrzymywaliśmy z nimi bliższych kontaktów, gdyż mieszkali dalej, za rzeką. Wiem jednak, że mieli dzieci... Czym zawiniły dzieci?...Molisowa np. miała córeczkę w wieku 1,5 roku. Trzymała ją na ręku uciekając. Obie padły od kul...
We came back to Koniuch, but not right away. Soviet partisans were waiting, and God forbid they found someone. This bloody day all family of my husband was murdered. Twenty years old Ania Wronis was well known in the area for her beauty… I was so sorry for Antek Bobin. Young, good looking, hard working. He worked somewhere else, but he came to visit his native village. Father was in hospital in Bieniakonia, while Anted died for nothing… Same as the Plizys family, which arrived from Vilno, they buy the house in village… We did not know them well since they lived away, on the other side of the river. I know they had children… What were the children guilty of? Molisow for example had one and half years old daughter. She was holding her while escaping. Together they were killed by bullets…
...Mogiłę dla wszystkich zrobiliśmy wspólną. Tuż pod lasem. Niedaleko krzyża, który młodzież postawiła przed wojną dla upamiętnienia naszych katolickich korzeni. Jakby w przeczuciu wielkiego nieszczęścia i wielkiego cierpienia......Pamięć ludzka jest zawodna, dlatego trzeba to wszystko udokumentować. Przypomniałam sobie 30 nazwisk. Niektórych imion już nie pamiętam. Ale żyją jeszcze inni naoczni świadkowie. Lista pomordowanych , jak na jedną wieś, będzie długa...
We bury them together, near the forest. Not far from the cross that youth placed there before the war to commemorate our catholic roots. Like if anticipating the big tragedy and the big sufferings… Human memory is weak, that why everything should be documented. I remember names of 30 families. Some names I don’t remember. But more witnesses are alive. The list of murdered, for one village, is going to be long…
Codziennie patrzę z mego okna na las... Przedwojenny krzyż - symbol cierpienia naszego Pana, symbol męki. W oczach - zbiorowa mogiła niewinnych ludzi...Niech wreszcie sprawiedliwości stanie się zadość! Ludzie, połóżcie głaz! Zamieńcie spróchniały krzyż. Zostawcie stosowny napis... Bóg i Pani Ostrobramska ocalili nas od kuli, ale my jesteśmy już starzy. Niech jednak nasi prawnukowie wiedzą o tym, co się działo w Koniuchach krwawego 29 stycznia 1944 r.
Everyday I see the forest from my window… The cross from before the war – the symbol of suffering of our Jesus, the symbol of pain. In my eyes – a common grave of innocent people… I wish the justice will be done at the end! People, place there a stone! Change the rotten out cross. Leave proper inscription… God and Our Lady Ostrobramska protected us from bullets, but we are old already… Let our grand-children know what happened in Koniuch on this bloody day of 29 January 1944.
This document is not copyrighted.
BACK TO: Prologue
|